Wodór przyszłością? Solaris Urbino 12 hydrogen na pokazie w Krakowie!

Solaris rozpoczął kilkudniowe tournée po Polsce ze swoim wodorowym modelem – Urbino 12 hydrogen. Przyjechał również do Krakowa i jest to pierwszy autobus z takim napędem w stolicy Małopolski.

Pierwszy taki autobus w Grodzie Kraka… Jego paliwem jest czysty wodór… Najprawdopodobniej to sprawiło, że na terenie Zajezdni Autobusowej Wola Duchacka przy ul. Walerego Sławka pojawiło się tak dużo mediów. Nie zabrakło także przedstawicieli producenta oraz zarządu MPK.

Całość rozpoczęła się chwilę przed godziną10:00, gdy z zajezdniowej hali przyjechał niebiesko-błękitny jamnik. Autobus na pierwszy rzut oka nie różniący się niczym od zwykłego diesla oprócz dodatkowej zabudowy na dachu. Pozory jednak mylą i nie należy oceniać książki po okładce. Oficjalna część trwała w okolicach 10 minut: głos zabrali przedstawiciele MPK oraz Solarisa, a tematyką była oczywiście technologia wodorowa oraz możliwości autobusu. Później chwila na wywiady dla mediów i już o 10:15 pierwsza grupa pojechała w kilkuminutowy przejazd ulicami dookoła zajezdni. Po chwili przerwy zrealizowano drugi przejazd i tak naprawdę to byłoby wszystko, lecz w tekście znajdzie się jeszcze drobna niespodzianka.

Co sprawiło że autobus zjawił się w Krakowie?

Czynników jest kilka, lecz do najważniejszych na pewno możemy zaliczyć elektryczną flotę MPK – wszystkie „bateryjki” pochodzą spod Poznania.

Na pewno dodać do tego możemy trwający obecnie kontrakt na dostawę 50 przegubowych autobusów elektrycznych. Pierwszy przegubowiec już przyjechał do zajezdni i trwają jego odbiory techniczne. To właśnie pod bramownicą zbudowaną specjalnie dla autobusów z tego kontraktu odbył się pokaz.

Na koniec zostawiłem jednak list intencyjny, który w 2020 roku MPK wraz z Krakowskim Holdingiem Komunalnym podpisało z PKN Orlen. Projekt zakłada współpracę polegającą na rozwoju zasilania wodorem pojazdów komunikacji miejskiej, a także przygotowanie infrastruktury oraz zaplecza logistycznego do eksploatacji takich autobusów w regularnym ruchu liniowym.

Jak działa Urbino hydrogen?

Używana potocznie nazwa „autobus wodorowy” jest uproszczeniem – tak naprawdę, jest to autobus elektryczny. Różnica polega jednak na źródle prądu, który napędza nasz pojazd. A więc po kolei…

Klasycznego „elektryka” należy podłączyć do prądu za pomocą wtyczki plug-in albo pantografu, w ten sposób ładuje on swoje baterie, a następnie z nich oddawana jest energia do silników trakcyjnych. Dodatkowo stosowany jest system rekuperacji energii z hamowania, który w ciągu zmiany zawsze doda nam łącznie te kilka procent. Problemem jest jednak ładowanie co kilka kursów spowodowane stosunkowo niskim zasięgiem.

W przypadku modelu Urbino 12 hydrogen, energia pozyskiwana jest z generatora prądu. Jest to mała elektrownia (moc ogniwa wodorowego to 70kW), która pozyskuje energię elektryczną z rozbijania się cząsteczek wodoru. Ta przekazywana jest bezpośrednio do układu napędowego. W wyniku reakcji chemicznej powstaje para wodna oraz ciepło. Wyklucza to więc konieczność montowania tak zwanego „pieca” do ogrzewania przestrzeni pasażerskiej, ponieważ ciepło z reakcji może zostać przekazane do wnętrza pojazdu, zamiast na zewnątrz.
Pomimo że nie jest to typowy autobus elektryczny, na jego pokładzie znajdziemy jednak baterię – jest to małe ogniwo, które magazynuje energię między innymi z procesu rekuperacji i oddaję ją do silników trakcyjnych (o mocy 2x125kW) w momencie największego obciążenia. Między innymi to sprawia, że autobus ma tak dobre przyspieszenie. W przypadku konieczności doładowania baterii, można to zrobić przez złącze plug-in znajdujące się pod tylną klapą (drugie zdjęcie, pod klapką mniej więcej na środku kadru).

Wodór natomiast, magazynowany jest w pięciu butlach – łącznie to oznacza ponad 37kg wodoru. Zasięg takiego autobusu deklarowany przez producenta to ponad 350km, a więc zdecydowanie więcej niż klasyczne, bateryjne autobusy elektryczne. Proces tankowania wodoru trwa około 10 minut.

MAXI… niebieski

Prezentowany Hydrogen to 12-metrowy autobus klasy MAXI z układem drzwi 2-2-2. Zastosowano tutaj drzwi odskokowo-przesuwne produkcji firmy Ventura. Bryła nadwozia to poliftowe Urbino 12 z dodatkowym podwyższeniem na dachu, które ma zabezpieczyć całą aparaturę.

Stanowisko kierowcy prawie jak w „krakowskiej elektrycznej dwudziestce”

Jak w większości pojazdów testowych, tak i tutaj zastosowano tzw. „małą kabinę” bez przeszklenia. Producent zdecydował się na zastosowanie w tym egzemplarzu deski rozdzielczej firmy Dasa Smart Dashboard. Nad głową umieszczono ekran monitoringu, tachograf, panel klimatyzacji oraz radio (musicie zaufać – tym razem wyjątkowo bez zdjęcia).

Zapraszamy do podróży

Trochę Was przetrzymaliśmy, ale w końcu zapraszamy Was do przedziału pasażerskiego. Tutaj nic nowego – klasyczne wnętrze Urbino 12. Dostępnych jest 31 miejsc siedzących, z czego aż 12 bezpośrednio z poziomu podłogi. Dodatkowo w tzw. „rzeźni” zamontowano miękkie oparcia.

Wyposażenie dodatkowe

…a może tak naprawdę podstawowe? W dzisiejszych czasach niczym nowym jest rozkładana rampa dla osób niepełnosprawnych, monitoring, czy klimatyzacja. Ewentualnie możemy tutaj zaliczyć gniazdka USB, bo te faktycznie nie wszędzie są jeszcze zamawiane, a w tym autobusie jest ich naprawdę sporo. Ponadto możemy śmiało wspomnieć o komplecie wyświetlaczy firmy Bustec oraz wewnętrznym wyświetlaczu zamontowanym na bocznej szybie naprzeciwko drugich drzwi.

System bezpieczeństwa „MobilEye”

Wprawne oko wypatrzyło na pokładzie elementy systemu bezpieczeństwa MobilEye, który czuwa nad bezpośrednim otoczeniem autobusu oraz zachowaniem kierowcy. Prowadzący zostanie ostrzeżony o pieszych i rowerzystach znajdujących się blisko autobusu, niezasygnalizowanej zmianie pasa ruchu, czy możliwej kolizji. Dodatkowo system rozpoznaje znaki ograniczenia prędkości, a na wyświetlaczu zostaje wyświetlony komunikat o jej ewentualnym przekroczeniu. Sprawdziliśmy – na zajezdni ta ostatnia funkcja faktycznie działa.

Nic jednak nie trwa wiecznie

Tournée rządzi się swoimi prawami i już o godzinie 12 autobus był na lawecie i czekał na odjazd do kolejnego miasta – tym razem Konina.

Daniel Skrodzki